Leszek Miller ma rację

Coraz trudniej w Polsce o rzetelną i otwartą dyskusję. Zwłaszcza, gdy chodzi o naszą politykę wschodnią. Ostatnio niejaki Maciej Stasiński z „Gazety Wyborczej” zarzucił Leszkowi Millerowi, że usprawiedliwia rosyjską inwazję na Ukrainę i „mówi Putinem”, co oczywiście jest „haniebne”, ponieważ lider SLD poddał w wątpliwość nasze „sukcesy” na tym jakże ważnym kierunku.

Sprawa jest zbyt poważna by zbyć ją kilkoma prostymi, by nie rzecz – prostackimi – argumentami redaktora Stasińskiego. Czy naprawdę redaktor Wyborczej nie dostrzega swoistej ironii w tym, że kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji François Hollande spotykają z prezydentami Władimirem Putinem i Petro Poroszenką w Mińsku, zaś honory domu czyni „ostatni dyktator Europy” Aleksander Łukaszenka?

Czy Leszek Miller nie ma racji mówiąc o porażce ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny i jego poprzednika Radosława Sikorskiego? Przez lata ludzi odpowiedzialni za politykę zagraniczną dowodzili, że Polska jest najlepszym adwokatem Ukrainy w jej europejskich aspiracjach. Czołowi liderzy, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele i krzepiąco licznym gronem edurodeputowanych, osobiście wspierali protestujących na Majdanie wznosząc okrzyki „Sława Ukrainie, Herojom sława”. Wolno było oczekiwać od ukraińskich przywódców, że odpowiedzą na te gesty. Niestety nie możemy na to liczyć. Zaś jedyne, co nam pozostaje, to cieszyć się, że przedstawiciel Polski nie uczestniczy w mińskich rokowaniach, ponieważ i tak zakończą się one porażką.

Znam tylko jedno kryterium oceny polityki zagranicznej, a mianowicie – czy jest ona skuteczna? Nie moralna, piękna, finezyjna i etyczna, lecz właśnie skuteczna. Redaktor Stasiński może dowodzić, że wypowiedzi Leszka Millera „noszą znamiona piątej kolumny imperializmu rosyjskiego”, lecz nie zmieni to faktu, że głosy polskiego ministra spraw zagranicznych, premiera i prezydenta w kwestii relacji Unii Europejskiej z Rosją są ignorowane. I tylko my uważamy się za wybitnych ekspertów, którzy znają tajemnice Kremla na wylot.

Leszek Miller próbował powiedzieć prawdę. Być może zapomniał, że na wojnie – bo przecież od lat toczymy niewypowiedzianą wojnę z mrocznym imperium Putina – pierwszą ofiarą jest właśnie ona. Stasińskiemu i jemu podobnym to nie przeszkadza, bo też, jak sądzę, inne ma priorytety. Nie możemy wysłać naszych żołnierzy do Donbasu, więc choć oskarżamy o całe zło świata władcę Kremla. Fakt, że niczego to nie zmieni, jest bez znaczenia. Czy nam się to podoba czy nie, Polska z obecnym myśleniem o Rosji nie będzie nadawała tonu polityce wschodniej Unii Europejskiej.  Będą to robili Niemcy, Francuzi a nawet Węgrzy, którzy nie ukrywają swej sympatii do prezydenta Putina. Nam pozostanie obrzucanie wszystkich dookoła epitetami „zdrajców” i „pożytecznych idiotów”. Tylko tak nie robi się polityki zagranicznej. Leszek Miller ma rację, krytykując rządzących. I dlatego nie powinien liczyć na zrozumienie z ich strony. Tak niestety czasem bywa.

Grzegorz Tuderek

Dodaj komentarz