Wystąpienie szefa SLD Leszka Millera podczas sejmowej debaty dotyczącej reformy OFE

Dzisiejsza debata nad zmianami w OFE nie jest głosowaniem za Platformą Obywatelską, PiS-em, SLD czy jakąkolwiek inną partią polityczną lub przeciw nim. W tej debacie trzeba się wypowiedzieć za partią OFE, ośmiornicą, której macki sięgają wielu ludzi i organizacji, lub przeciw niej. Nic dziwnego. Kwota 17 mld zł jedynie za przyjęcie od państwa kasy przeznaczonej dla emerytów to biznes wart zachodu i obrony. Z takich właśnie powodów wiele lat temu, w listopadzie 1998 r., kiedy tutaj, w tej Izbie, przyjmowano ustawę o OFE, Sojusz Lewicy Demokratycznej głosował przeciw. Jeden tylko poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej głosował za, ale przez pomyłkę. Partia OFE to twór, który powstał wśród prominentnych działaczy rządu AWS, Leszka Balcerowicza i Jerzego Buzka.

Rozumiemy, ile kosztuje przyznanie się do błędu i ile kosztuje premiera Tuska krytyka jednej z wielkich gwiazd Platformy Obywatelskiej. OFE i prywatyzacja PZU przez nieznaną firemkę Eureko to dwa największe błędy i przekręty finansowe rządu premiera Buzka. Sposób prowadzenia dyskusji wokół OFE w polskich mediach pokazuje siłę partii OFE. Pokazuje, że także na rynku opinii nie rządzą argumenty, tylko rządzi siła, a konkretnie siła pieniądza. Słyszymy niemalże codziennie, że wszystkie środki znajdujące się w OFE są własnością obywateli Rzeczypospolitej, że mogą sobie je wziąć, kiedy zechcą. Wmawiana jest teza, że są to prywatne środki. Jeżeli tak, to gdzie są bankomaty z napisem „OFE”, tak żeby każdy mógł pójść i wziąć sobie, ile chce? Nie mówiąc już o tym, że, o czym tu dzisiaj wspominano, Sąd Najwyższy wydał w tej sprawie decyzję, stwierdził, że nie są to pieniądze prywatne. Nie ma co łudzić obywateli Rzeczypospolitej, wmawiać im, że są to ich pieniądze. Właściciele OFE to sam szczyt oligarchicznej piramidy polskiego i międzynarodowego biznesu i najsilniejszych działających w Polsce międzynarodowych instytucji finansowych, które przez te lata wyprowadziły, wytransferowały niewyobrażalne środki, które nie posłużyły dobru polskich obywateli. W systemie OFE nie mamy żadnej kontroli nad naszymi pieniędzmi. Musimy je obowiązkowo wpłacać, więc obracający nimi mają luksus niespotykany w gospodarce rynkowej – stały, gwarantowany dopływ gotówki. Od obracania tą gotówką pobierają sutą prowizję i nijak ma się ona do efektów ich pracy.

Wielomiliardowe straty OFE, rażąca niegospodarność w zarządzaniu publicznymi pieniędzmi, systemowy brak nadzoru – to wszystko cechy systemu, który, także przez obecny rząd jest uznawany za nieefektywny i patologiczny. Nie może być zresztą inaczej. Mechanizm istnienia OFE polega na obligatoryjnym przelewaniu państwowych pieniędzy do funduszy, które pożyczały je z powrotem państwu na lichwiarski procent. Oto istota tego oszukańczego systemu. Obrona OFE jest prowadzona w taki sposób, jakby ostatnich 13 lat w ogóle nie było. Twórcy OFE tracą właśnie okazję, żeby siedzieć cicho, przynajmniej ze wstydu i żeby się z tego nie tłumaczyć. Po 13 latach inwestowania OFE oferują 80 zł przyszłej emerytury, generują blisko 300 mld zł długu publicznego, przechwyciły 17 mld zł na płace pracowników towarzystw emerytalnych, premie i koszty wewnętrzne, dodatkowo bezpowrotnie straciły 30 mld zł na giełdzie. Wszystko to kosztem emerytów. Efektywność OFE jest i była minimalna. Na przykład w latach 2001–2012 stopa zwrotu z OFE wynosiła 10,9%, podczas gdy waloryzacja środków na koncie w ZUS to 14,3%. Istnienie OFE spowodowało również obniżenie emerytur z ZUS prawie o połowę. Otwarte fundusze emerytalne nie przyczyniają się do pomnożenia przyszłych emerytur, przeciwnie – poprzez swoją działalność zmniejszają je. Nie jest to zatem walka towarzystw emerytalnych i ich zwolenników w obronie wysokości przyszłych emerytur Polaków, to walka tylko o to, aby od Polaków ściągnąć jak najwięcej pieniędzy do własnych kieszeni. Skoro Polki i Polacy chcą, przynajmniej część z nich, należeć do OFE, to rozumnym działaniem jest wprowadzenie zasady dobrowolności. Polki i Polacy wybierają prezydenta, wybierają posłów i senatorów, wybierają radnych, prezydentów miast, wójtów i burmistrzów, to dlaczego nie mają wybrać, czy należeć do OFE, czy nie. Przecież obecna sytuacja przypomina status chłopa pańszczyźnianego – z tą różnicą, że nie jest on przypisany do ziemi, ale do funduszu emerytalnego. Stąd też jesteśmy za możliwością przeniesienia składek z OFE do ZUS dla każdego, kto tego pragnie. Tym, którzy chcą pozostać w OFE, trzeba pozwolić na przeniesienie środków z jednego funduszu do innego. Niech każdy decyduje, czy chce pozostać w OFE. Ale trzeba ostrzec, że niedługo trzeba będzie inwestować w noclegownie, przytułki i miejsca wydawania ciepłych darmowych posiłków dla tych, którzy w nich pozostaną. Dzisiejsi hazardziści, którzy chcą pozostać w OFE, to jutrzejsi klienci przytułków i tanich barów mlecznych. Zajmowanie się przyszłością OFE nie zwalnia nas z odpowiedzi na pytania: jak do ich powołania doszło, jak przebiegały procesy inwestycyjne, jak dokonywane były przepływy finansowe pomiędzy OFE a spółkami giełdowymi oraz jakie były powiązania personalne. Jeśli premier Tusk mówi w wywiadzie prasowym, cytuję: grupa kilkuset menedżerów wzięła 17 mld zł za to, że nie ma nic do roboty, bo państwo im wszystko dało, to pytamy o nazwiska tych szczęśliwców. Powinniśmy wiedzieć, kto na tym zarobił, bo kto stracił, wiadomo – stracili wszyscy emeryci, stracił także budżet państwa. Gdzie są dzisiaj politycy, którzy w 1999 r. podejmowali decyzje? Gdzie są dziś ich doradcy? Jakie jedni i drudzy mają relacje z funduszami? Ilu z nich zarobiło na reformie i dalej zarabia? SLD uczyni wszystko, aby opinia publiczna poznała odpowiedzi na te pytania. Zwrócimy się do NIK, do Komisji Nadzoru Finansowego i innych instytucji w celu wyjaśnienia wszystkich skrywanych operacji finansowych. Uważamy poza tym, że prezesi OFE i członkowie zarządów powinni co roku składać oświadczenia majątkowe. W końcu obywatele powierzają im swoje pieniądze i mają prawo wiedzieć, co się z nimi dzieje, kto i ile na nich zarabia oraz czy zarabia uczciwie.

Wysoka Izbo! Zmiany są potrzebne, ale w każdym wariancie trzeba przede wszystkim uwzględnić interes emerytów. Jeżeli wyobrazimy sobie, że na przykład 50% ludzi opuści OFE, co jest zresztą bardzo prawdopodobne, to rząd zmniejszy deficyt finansów publicznych o ok. 200 mld zł, to znaczy o ok. 12,5% PKB. Chcemy wiedzieć, co rząd zamierza w tej sprawie zrobić. Ze swej strony proponujemy podwyższenie najniższych emerytur o 200 zł i jest to pierwszy warunek poparcia rządowej ustawy. Najniższa emerytura w 2013 r. wynosi 835 zł brutto. Taką emeryturę pobiera 700 tys. osób. Dla porównania – członek zarządu OFE zarabia miesięcznie średnio ok. 50 tys. zł. Podwyższenie najniższych emerytur to wydatek dla budżetu – w tej skali, o której mówiłem – 1680 mln zł, czyli 0,1% PKB. Oznaczałoby to, że dług publiczny zmniejszyłby się o 12,4%, a nie o 12,5% PKB, ale i tak spora część tej kwoty wróci do państwa postaci rozmaitych podatków – VAT, CIT, bo środki te przeznaczone zostaną na konsumpcję. Drugi warunek to utworzenie państwowego emerytalnego funduszu inwestycyjnego działającego podobnie jak Fundusz Rezerwy Demograficznej. Fundusz ten mógłby inwestować na giełdzie oraz zasilać kapitałowo Bank Gospodarstwa Krajowego, tak aby pieniądze odprowadzane do takiego funduszu rzeczywiście pracowały na przyszłe emerytury. To rozwiązanie m.in. pozwoli przyszłym emerytom śledzić stan indywidualnego konta, pozwoli też zminimalizować negatywne skutki dla giełdy z powodu wycofania z niej środków OFE. Zresztą pan minister mówił, że trzeba patrzeć na ten system w całości. Trzeci warunek to nasz dawny postulat, żeby o przejściu na emeryturę decydował nie tylko wiek, ale także staż pracy. Na marginesie dodam, że tutaj przed chwilą mówiono, że trzeba pracować aż do 67. roku życia. Przypomnę, że zostało to poparte nie tylko przez Platformę Obywatelską i Polskie Stronnictwo Ludowe, ale jeszcze przez inne ugrupowanie… Już nie pamiętam, jaka jest nazwa, ale domyślacie się państwo. Ponieważ pani Merkel jest bliską współpracowniczką premiera, chcę poinformować, że właśnie w umowie koalicyjnej, którą zawarła pani Merkel, Niemcy wycofują się z 67 lat na rzecz 63 lat kładąc nacisk na staż pracy. To wielka zachęta dla polskiego rządu.

Szanowni państwo, doktryna OFE jest całkowicie obca idei europejskiego państwa odpowiedzialnego i opartego na solidarności pokoleń. Chile, Argentyna, Polska, Węgry – w tych państwach pod presją zagranicznych instytucji finansowych wprowadzono OFE. Albo dziś zniknęły, albo za chwilę znikną. Przestrogą niech będzie Chile. Niemal po 30 latach funkcjonowania OFE okazało się, że 2/3 członków tych funduszy nie dostanie żadnej emerytury. Konieczne stało się przyznanie im zasiłków, na które składają się chilijscy podatnicy. Także stąd płynie nasze przekonanie: im mniej pieniędzy w OFE, tym wyższe mogą być emerytury Polaków.

Wysoka Izbo! Wyrażamy sprzeciw wobec błyskawicznego trybu prac nad tym projektem ustawy. W Sejmie znajduje się wiele równie istotnych projektów, które nie mogą doczekać się pierwszego czytania: projekt SLD, w którym chce się zbliżyć kwoty zasiłku pielęgnacyjnego i dodatku pielęgnacyjnego, projekt, który refundowałby koszty poniesione w związku z zatrudnieniem pierwszego lub drugiego pracownika, projekt podwyższenia płacy minimalnej do połowy przeciętnego wynagrodzenia. Oczekujemy, że także te projekty zostaną potraktowane w podobny, energiczny sposób. Chciałbym też dowiedzieć się, jakie jest stanowisko nowego ministra finansów, który mówił, że nie jest entuzjastą zmiany w OFE i że on osobiście nie przeniósłby pieniędzy do ZUS-u. Czy już pan to ustalił, panie ministrze? Na marginesie powiem, że wiele razy mówiliśmy tu negatywnie o ministrze Rostowskim, ale akurat to, że za jego czasów zdecydowano się zapowiedzieć tę reformę, dobrze świadczy o panu ministrze.

Wysoka Izbo! Klub SLD będzie za skierowaniem projektu ustawy do dalszych prac parlamentarnych, a ostateczne stanowisko, uzależnione od stosunku do naszych postulatów, zajmiemy podczas trzeciego czytania.

Dodaj komentarz